Kredyt na konia.
Dziennik w punktach od 1 do ∞. Obecne punkty: 974 -1038, wrzesień 2025.
Nasze myśli zostaną przejęte, nie będzie można im ufać. To jest ta zmiana. Choćbyś chciał, to już nie będziesz mógł.
Elegancka kawa, eleganckie miejsce i ilość słów, które ze mnie wypadają jak dziecięca kaszka z przepełnionej buzi dziecka. Jakbym na raz wziął tyle, że mnie przepełnia i muszę to oddać.
Czy mogłem w życiu zrobić więcej? Oscylacja między Jeleniowem a domem sprawia, że choć widzę i rozumiem wiele, mam też te samotnościowe, niewychylające się mechanizmy tak rozbudowane, że nie umiem sobie z nimi poradzić i w tym usycham. I wzmacniam ten stan, gościa, obserwatora, nie uczestnika.
No ukorz się, rozbierz się. Bądź nagi. Trump do gości. Ale czy on sam będzie nagi?
Napisz tak, mówi człowiek w metrze do swojej komórki “nie byłem świadomy własnych wyborów”. Słyszę i bawi mnie to. A potem słyszę sens tych słów - o nieświadomości i o różnicy między nią a światem, który uważamy za realny. Czy nie tak powinny się zaczynać wszystkie poważniejsze inwokacje i preambuły?
Piękny sen o rodzinnej nieświadomości. Jesteśmy całą rodziną w Wenecji na jakimś placu wypełnionym posadzką z cegły klinkierowej. Nagle klinkier podnosi się, wybrzusza i orientuję się, że pod spodem kotłuje się woda, więc schodzimy. Idę do strażaków, zapytać, o co chodzi z tym, że wlała się woda pod plac. Oni mi otwierają drzwi pod ten plac, gdzie widac przestwór wody i mówią, że jak się tam wejdzie, to czasem ciśnienie jest tak duże, że ucina nogę. Ładny, klarowny obraz - po spotkaniu rodzinnym, które niemal odcięło nam nogi.
Inny sen dziś. Lecimy na północ Polski, najpierw czekamy na spóźnioną babcię, potem kierujemy się do wejścia do samolotu z rowerami, nagle widzę, że w samolotach są czerwone kanapy, a nawet przedszkola pełne dzieci i ich mam.
Gdzie jest złom? Złom jest przy starym dziale. Pyta kierowca, odpowiada rowerzysta.
Moje “słuchaj”, moje przyzywanie imionami - nauczyłem się wywoływać ludzi do odpowiedzi, ale dopiero się uczę jak łagodzić ich mobilizację.
X - jest zarazem załamany, ale też jest radosny. Czuje rozpacz i cieszy się, że jeszcze żyje. Że nie jest biegaczem długodystansowym, internetowym trollem z jedną świętą prawdą albo rozpustnikiem. Cieszy się i płacze: ma duszę, nie wybrał jej jako wroga.
Radzę mu, jak mogę i czuję to samo, ze i ja nie umarłem, a może nawet ożyłem. Że żyję emocjonalnie, że się rozumiem, jakoś idzie, idzie jak może. I myślę sobie o tym, jak bardzo podnosiłem się sam, za włosy. Czytałem, oglądałem filmy, w sumie nauczyłem się tego z kultury, ale i tam coś wcześniej musiało coś być. I od kogoś wyżej musiałem dostać to ziarno, które teraz może kiełkuje w X.. Długie trwanie pewnego uczucia. Jakiego, czyjego, nie wiadomo.
Mam sen. Ze snu pamiętam tyle, że jestem opiekunem martwego dziecka, wiozę je przez zimną Wolę na Jelonki, a potem to dziecko, które miałem ukryć, jakoś ożywa, coś się z nim dzieje, staje się może nie ruchliwe, ale obecne. Mija dzień nim zrozumiem, że jestem ojcem, swoim ojcem w tym śnie, a to dziecko to ja w podstawówce wożony tak przez niego między domem a szkołą. I że wtedy była martwota, a teraz jej nie ma.
Mam jeszcze inny trudniejszy sen, obóz uchodźczy pod Płockiem, obok cmentarz. Wywrotki burzą obóz i cmentarz, tu ma powstać elektrownia atomowa, nie ma różnicy między żywymi i zmarłymi.
I jeszcze jeden sen. Jestem pijany i nie mogę wrócić do domu, więc idę do hotelu i kładę się na łóżku Jarka K., po drugiej stronie jest P.. Wstaję, chcę jechać do pracy, ale zawiewa mnie i spadam na stertę śmieci. Z jednego worka w stercie wybryzguje kaszka, może sperma. A gdy później ktoś podnosi te worki, rozpełzają się spod nich musze larwy. Terapeuta twierdzi, że to są uczucia, których się nie chce.
Dwójka ludzi, chłopak, dziewczyna niesie rowery przez kładkę. Obserwuję ich, a gdy się rozchodzą, mam ochotę krzyczeć. Hej, dlaczego nie jesteście razem.
Gdy dostanę rysunek od Kuby Woynarowskiego (na który dalej czekam), będę zaskoczony. Jeśli trafi w moje oczekiwania, będę zaskoczony tym, że trafił. Jeśli nie trafi, zaskoczy mnie to, że cechą mojego umysłu, która mnie zawsze zaskakuje jest to, że nawet niepasujący element potrafi wkomponować w całość i zrobić z niego coś dobrego, właściwego. To pomaga przetrwać. We śnie, jak mówi kabała - nic nie dzieje się przeciwko tobie, więc jak ma się dziać w rzeczywistości?
Pani z wielkim punisherem na plecach, której aż robię zdjęcie z powodu szoku. Bo jak można mieć tak wielką czaszkę na plecach. Potem w autobusie widzę apaszkę stewardessy jadącej na lotnisko przykryta połyskliwą liniaturą blond włosów. To wszystko jest o sile kobiet. Poznaję ją dopiero, zaczynam szanować. Widzieć.
Melancholia i medytacja. Dwa stany, obydwa o pozostawaniu w bezruchu. Jeden jednak w wielkiej chęci i zarazem niemożności działania, drugi odwrotnie, w wielkiej chęci do niedziałania i zarazem w niemożności niedziałania.
Pierwsze, co widzę po przyjściu do gabinetu terapeuty to, że jest stolik. I widzę, że w tym stoliku widzę samego terapeutę. utoczony na tokarce, w latach 90 tych, śmieję się, że taki dziadowski postmodernizm, że ludzie nie lubią, ale ja lubię. A potem on się pyta, czemu jestem zły, ja mówię, że nie, a potem rozumiem, że utożsamiłem ten stolik z nim i tak, jestem zły.
Wizyta w galerii Turnus. To blok, gdzie mieszkał mój kolega z podstawówki Zagrodzki. Razem żeśmy się odprowadzali i skakali z saltem do piaskownicy. Teraz są tu sklepy. Pozmieniało się i na miejscu samego Turnusu. Teraz jest tu galeria, ale wcześniej był Empik a obok sklep muzyczny, gdzie kupiłem pierwszą kasetę Izraela - “1991”. Poza tym, przypomina mi się później, że na miejscu sklepu muzycznego była apteka, gdzie X wybił szybę, aby dostać się do thiocodinu, a może czegoś mocniejszego. X już nie ma, nie ma Apteki, jest Turnus, co za cudowna nazwa.
W Turnusie jestem na zaproszenie koleżanki, spotykam ją z byłym chłopakiem. Jest cała spięta, aż stawia mnie to na baczność. Przychodzą jej koleżanki, klepią ją po ramionach i mówią, że jest piękna i ślicznie dziś wygląda.
Mulholland Drive - bałem się tego filmu, że będzie za duży, za mocny, niezrozumiały. Finalnie jest ciekawą, jungowską opowiastką o hollywoodzkiej zawiści, pełnej może większych sensów, których teraz nie widzę, bo widzę muzykę, klimat, postacie. Ale jest, przyjęło się.
Kiedyś ujęcia z wysokości musiałyby być robione helikopterem. Dziś robi to byle dron. I tak, coś co miało energię spowszedniało.
Poczucie, że Mulholland Drive jest puszczany wolniej niż został nakręcony, tak odrobinę, dla lepszego efektu. Przeczucie, a może zgapienie Billa Violi.
Dlaczego ten film jest o zawiści, przecież tak samo jest nim Prosta historia. Czy to jest temat tego reżysera?
Co do snów, oddaję im hołd jak mogę. Otóż moja doba, moje życie w dobie nie trwa tyle, ile świadomość, trwa, całą dobę. Jestem tam i tu, ale najwięcej przygód mam tam.
Stalowe drzwi metra, stalowe drzwi chwili, wszędzie lęk. Podobnie jak mój pies boję się nawet deszczu.
Nie mówić o rzeczach. ale je dziać.
Sen: szukam z U. kogoś na moście tuż przy rondzie przy Saskiej Kępie, kto pomoże mi coś wyspawać. Już gość ma wyjść z busa i pomóc spawać, ale znika. Nie mam maski, więc nie mogę spawać.
Po spotkaniu z Ł. - jego lęk przed oceną innych ludzi i jego oceny innych ludzi to ta sama myśl, ten sam umysł. Obraża kelnerkę, na końcu pyta ją, czy poczuła się obrażona.
Kończymy rozmowę, klepię go po ramieniu i mówię, dobra, kurwa. Szorstkość made in warsaw.
Prowadzę webinarium i coś sprawia, że wokół tych dni rośnie skrajne rozedrganie. Szukam pochwał, znajduję je, a jednocześnie wychodzę roztrzęsiony i aby wydobrzeć walę sznapsa w barze przed dojściem do metra.
A jednocześnie jestem radosny, że zwracają mi uwagę, że istnieję, jestem pośród nich.
X: ty lubisz język chiński, bo on jest skrajnie fleksyjny i trzeba dużo mówić, a ja lubię konkrety. [sprawdziłem, język chiński nie jest fleksyjny]. Czy to jest propozycja? Widzę jej przyjemny, ludzki, badający wzrok i już samo to jest wynagrodzeniem. Fleksyjność.
Będę teraz takim jesieniarzem, będę uwrażliwiał ludzi na lato.
Z Ł. dużo o tym, że gdy nie gardzi się kobietami, widzi się więcej ludzkości.
Sen po spotkaniu z Ł. Nogi z betonu. Jakby się okazało, że jestem przymurowany, to w ogóle fizyczne poczucie z ludźmi w depresji - kręcą się w kółko.
Nasze stare lęki z X. o to, że ona zajdzie w ciążę. Niszczyło nam to młodzieńczą radość i w sumie, czemu miało nie niszczyć. Nieśliśmy to bez godności, ale nieśliśmy.
Ten piękny, młody człowiek, którym pokątnie straszono mnie za młodu, że popełnił samobójstwo wyskakując z okna na Woli; młody K.. Poznałem go, gdy miał najładniejsze białe buty, jeansy i blond grzywkę. Był lepszy.
“w nieświadomości każdy z nas jest przekonany o własnej nieśmiertelności”
Obrazek: język liżący łzę
Słowa. Po lekturze Biona, gdzie wyraźnie pisze, że ich użycie różni się w zależności od intencji, mam inną myśl. Ale jest ona moja. Obserwacja: kiedy pytam E., kiedy wychodzi, nie tylko chcę się dowiedzieć, kiedy wychodzi, ale też kiedy zostanę sam. Ona to wie, a jednak nie mówimy o drugiej części pytania, tylko pierwszej. Słowa to słaby interfejs do głębi doświadczenia. Przeceniałem je dotąd, właściwie nie rozumiejąc, po co są.
Skoro doświadczać świadomości możemy tylko wtedy, gdy założymy, że ktoś po drugiej stronie jest jak ja, można to analogicznie odnieść, że na swoich poziomach świadomości istnieją zwierzęta, rośliny, a nawet skały i cała materia organiczna. Co mówi wiatr do wiatru? Skała do skały? Skała do wiatru?
Szum słuchawek w uszach. Notuję to wszystko na rowerze słuchając podcastu poleconego przez przyjaciela. Mówi Lamża, redaktor naukowy Tygodnika Powszechnego, który jest uczciwy, a jednak pobieżny. Kopie we właściwym miejscu, wyjmuje nieco złota i już krzyczy, patrzcie na mnie, mam złoto. Ludzie jednak nie są zainteresowani jego postacią, interesuje ich jama, którą zaczął kopać, ale zasłania ją swoim widokiem.
Miarą szczęścia jest głębokość odczuwania bez poczucia przymusu działania. Powiedziałbym, że ta definicja obejmuje całość doświadczenia szczęścia.
Ponieważ zdecydowałem, że te notatki będą mieć kolejne liczby porządkowe, możliwe jest, że dojdę do setek powtórzeń. Ostatecznie jednak i to jest o rytmie, rytm nie jest o nowości, jest o pełni.
Czytanie Hegla w kontekście agentów AI. Możliwe, że jak wcześniej myśleliśmy o agentach jako niewolnikach, będziemy słuchać na tyle ich porad w sprawie podstawowych decyzji życiowych, że zdejmą z nas poczucie odpowiedzialności i uczynią szczęśliwymi i zależnymi od siebie.
Sikanie podczas wycieczki rowerowej w skraj drogi. I nagle wspomnienie z dzieciństwa, mocz spływający pomiędzy suchymi liśćmi, igłami, pyłem drogi. Słońce odbijające się w tej powoli spływającej strudze i błogość. To uwolnienie mięśni, im więcej mięśni jest wolnych, tym myśl swobodniej krąży. Wielkie pomysły wpadające ludziom do głowy przy sikaniu, potwierdzona przecież sprawa.
Dwóch ludzi na wózkach elektrycznych, obydwoje mają w rękach torby Biedronki z wyraźnym logo, ale jadą jeden za drugim. Drugi trzyma pierwszego za wózek. Koniec baterii, droga do domu daleka.
Badać kłamstwo i autokreację, temu też mają [umiarkowanie] służyć notatki. To i tak wyjdzie.
Zazdrość o radość działania żony i żal do siebie, że nie miało się tej twórczej energii [to przecież wciąż ta sama stara, bojąca się o moje działania matka] i moje refleksy z tamtych działań.
Możliwe, że pochowałem ojca ostatecznie. Flaszka, którą poczęstowałem go w wigilię roku 2023, skończona została półtora roku później, próbowałem pić ją z innymi i sam. Wypiłem ją w trakcie montażu stelaży rowerowych do ściany garażu. Przy muzyce Toma Waitsa.
On ojrzał, ojrzał on. Sen. Idę do J., odczuwam duży żal, że go dawno nie widziałem. Okazuje się, że mieli w domu trupa ojca, którego z powodu reindustrializacji musieli przenieść do komórki na zewnątrz, zrobili mu ekshumacje, nowy pochówek i na końcu krzyczą: on ojrzał. W tle miały być stawiane nowe hale tkackie.
Sen. Jesteśmy w innym mieście, przyjechaliśmy tu coś załatwić, Gdańsk, Lublin? Mamy kwaterę w bramie starej kamienicy, ale wejście do niej jest z bardzo wąskiego korytarza a nadto jest wysokości fotela, nie większe. Idziemy tam i często z drugiej strony idą zwidy, karły, etc. Boję się ich, ale E. mi mówi, żeby się ich nie bać i rzeczywiście po przełamaniu się, strach mija a nadto okazuje się, że w mieszkaniu jest przyjemnie i są już w nim nasze stare rzeczy. I w ogóle jest cool. Pojawia się też para rodziców chłopaka córki? Ktos taki. Dziwimy się, ale przyjmujemy ich.
Mały sierota
mówią mu wróci mama
klaszcze z radości
(Issa, Szok)
Wspomnienie wizyty nobliwych i umiejących się poruszać w nobliwości świata gości. Jakby butelki toczyły się po czymś miękkim, nie wchodząc w reakcje z niczym. Przeźroczyste, przychylne, gotowe do zabrania w siebie i przechowania rzeczy.
Dlaczego nie spadłem w otchłań, tylko zatrzymały mnie kolana i mogłem wyciągnąć usta do piersi - co za strofa, przynosi to facebook, a jest to z Koheleta. Wspaniałe, zatrzymujące pytanie. Jak iść dalej, jak wstać z tego zdziwienia i iść dalej. Tylko to ważne.
A, kurwa. To całe analizowanie się, nic tylko to zatrzymanie w przeszłości, jak mucha w bursztynie, albo i gorzej.
W pewnym wieku kupując buty, albo i inne rzeczy, trzeba mieć świadomość, że krańcowa użyteczność kończy się gdzie indziej niż własne życie. Srebrne ołówki, które wykupuję z sieci jeszcze przeżyją, ale buty? Kto je będzie nosił?
Szyld. Coś o sprzedaży bardzo tanich rzeczy, jakby wyprzedawaniu, aby żyć. Znam to - życie na oparach, z ograniczoną kwotą na jedzenie do tygodnia, a potem się zobaczy. Te czasy nigdy nie minęły, ale teraz są dla innych ludzi. Jakbym był już po drugiej stronie, z dala od ich problemów, ich życia. Zupełnie inny. Nieobecny, im zapewne wrogi, obcy tak samo jak sobie. Jakby ich doświadczenie biedy, było jedynym, które jest realne.
Sfotografować znak ograniczenia do “50” i dać zdjęcie na zdjęciu profilowym na facebooku.z napisem: “Niedługo pół życia. Większe pół.”
Rozgnieciona cebula i wokół zapach cebuli, nie w tym miejscu, niewłaściwy. Obok przystanek.
Schody ruchome. Jak zakładam, prowadzą w dół, podchodzę do nich, a one jadą w górę. Ale ja już jestem na górze.
A może właśnie trzeba tak karmić szczęście - wziąć sobie jak Zygmunt Haupt w USA kredyt na konia.



